Toksykologia
Gdy eksplorowałem internet trafiałem w różne, często niszowe zakątki — i czasami na opinie które odnosiły do dużo głębszych tematów niż sugerowały na pierwszy rzut oka.
Hej Kuba, masz może konto na hyperreal?
Kawę piłem w obsesyjnie dużych ilościach zanim przestałem ją pić zupełnie. Papierosa zapaliłem świadomy że przekraczam pewną niewidzialną granicę. Alkohol spróbowałem raz na urodzinach znajomego i znienawidziłem — podobnie jak inne depresanty, które wydawały mi się po prostu nudne.
Z czasem dotarło do mnie że pojęcie “bezpiecznej substancji” jest iluzją. Nie ma substancji bezpiecznych — są tylko substancje o względnym bezpieczeństwie. Zbyt duża ilość wody może zabić. Zbyt mała ilość soli również. Granica nie leży w nazwie związku chemicznego lecz w dawce, kontekście i organizmie który go przyjmuje.
To samo doświadczenie może być zupełnie inne w zależności od miejsca, nastroju, towarzystwa. Sterylne pomieszczenie i ktoś z notatnikiem to nie jest neutralne otoczenie — i wyniki będą inne niż w lesie z kimś kogo znasz od lat. Substancja jest stała. Reszta nie.
Fizjologia radzi sobie zaskakująco dobrze. To psychika jest bardziej kapryśna. Substancje które zmieniają percepcję rzadko zostawiają ślad w wątrobie — zostawiają ślad w tym jak myślisz przez następny tydzień, które przekonania okazują się mniej trwałe niż myślałeś, co przypominasz sobie o sobie samym. I nie zmieniają cię wbrew twojej woli. Otwierają drzwi, przez które i tak musiałeś chcieć przejść.
Czytałem o nootropach, suplementach, substancjach psychoaktywnych — i zacząłem rozumieć że strach przed nimi ma mniej wspólnego z farmakologią niż z polityką. Nauka w tej kwestii jest znacznie spokojniejsza niż publiczny wizerunek tych substancji. Ta rozbieżność jest warta uwagi — bo problem nigdy nie leżał w cząsteczce. Leżał w relacji człowieka do czegoś czego nie rozumiał.